Na jesieni ubiegłego roku z
inspiracji prezesa KŁ „Lis” w Lubzinie Tomasza Klisia odbył się kurs dla
sygnalistów myśliwskich. Miało być sporo chętnych ale wyszło jak zwykle… no ale
ja nie o tym. Kurs prowadziło stowarzyszenie „Hubertus”. Z każdym spotkaniem
robiło się coraz fajniej i po półrocznej nauce przyszedł czas na decyzje. Co
dalej?

W trakcie ostatniego finałowego
spotkania oznajmiłem wszystkim, że jedynym sposobem na to żeby nie
zaprzepaścić włożonej pracy jest założenie zespołu. Dałem chłopakom czas na
zastanowienie. Konkretnie trzy minuty… Nie na to czy chcą zespołu (to było
oczywiste) tylko na wymyślenie nazwy. W czasie zmieścił cię tylko Wiesiek z
propozycją „Kordelas”. No i tak zostało. Były próby polemiki, że niby ta nazwa
nie kojarzy się z graniem ale to nic bo zespół ze swoim poziomem też się tak
nie kojarzy… ale będzie! Nie wiem tylko kiedy to nastąpi.
Podkarpacki Zespół Sygnalistów
Myśliwskich „Kordelas” to moje drugie dziecko. Wiekowo zdecydowanie bardziej
dojrzałe. Za to mentalnie jesteśmy jak dzieci. I chyba to jest najpiękniejsze.
To co jest dla mnie bardzo istotne to fakt, że wszyscy członkowie są myśliwymi.
Próby odbywają się co dwa tygodnie i tak właściwie to każdy nie może doczekać
się następnego spotkania. Zanim dojdę do przedstawienia członków tej formacji
muszę napisać coś o „Edzi”. Jest to nasza dobra dusza. Chociaż formalnie nie
jest członkiem zespołu to towarzyszy naszym wszystkim spotkaniom zapewniając
naszym podniebieniom rozkosz (zawsze ma coś specjalnego przygotowane). Co też
ważne „Edzia” jest polującą Dianą co sprawia, że w żaden sposób nie odstaje od
grupy… no może tylko tym, że nie daje się namówić na granie.

Jest w naszym towarzystwie jeden
ze 100% frekwencją - Kamil. No ale jak tu być nieobecnym jak to właśnie w jego
lokalu są próby? Zawsze uśmiechnięty wesołek mocno pozytywnie nastawiony do
tematów przyrodniczych. Wspomniany już Wiesiek. Ze względu na swoją dietę, w
której nie jada się po osiemnastej,
zaczyna próbę od wyżerki. Marcin, który ma ogromne samozaparcie i pomimo
sporych kłopotów z dźwiękiem jest zawsze obecny na próbie. Grzesiek – chyba
najbardziej spokojny z całego towarzystwa. Najkrócej są z nami bracia Sławek i
Sylwek którzy jednak bardzo szybko złapali klimat i ze względu na historie i
dowcipy jakie opowiadają doskonale wkomponowali się w klimat.

To już wszyscy. Jak się to
wszystko rozwinie, czas pokaże. Na razie „męczymy” sygnały klasy „C” solowo i
pozostałe na głosy.
Dalsze losy "Kordelasów" opisywał będę w zakładce "Muzyka myśliwska" znajdującej się po lewej stronie bloga.
Cześć!
OdpowiedzUsuńSkładam serdeczne życzenia wytrwałości, koleżeńskiej atmosfery i przyjemności we wspólnych spotkaniach pod znakiem rogu myśliwskiego. By autorytet kierownika był niezachwiany, ale przy tym nie zasłonił ludzkiej twarzy Waszej działalności.
Pamiętajcie - nie musicie być wszędzie i dla wszystkich. Grajcie dla siebie i własnej przyjemności - nie dla orderów, sztandarów - bo one często dzierżone są przez figury woskowe - nie mają ani serca, ani rozumu.
Błażej Chmielewski
Dzięki za życzenia Błażej!
UsuńWydaje mi się, że obraliśmy właśnie taką drogę. Nie wiem jaki poziom muzyczny będziemy w stanie osiągnąć ale to nie w tym rzecz. Idziemy wspólnie w tym samym kierunku przywracając brzmienie rogów na polowaniach. To jest w tej chwili najważniejsze. Niestety w wielu kołach sygnalista jest kimś zbędnym. Nie było go tyle lat to poco? Mam nadzieję, że dzięki takim ludziom z którymi teraz współpracuję uda się zmienić nastawienie zwłaszcza nemrodów bo Ci są najbardziej oporni.